czwartek, 28 lutego 2013

ROZDZIAŁ IX - WIELKIE PRZYGOTOWANIA

Czyli o tym co tak naprawdę wydarzyło się w szkole.

 

Antek

Zaraz opowiem jak to było, ale najpierw coś śmiesznego.

Graliśmy wczoraj: ja mama i Zosia w pociąg literkowy. Taką zabawę, że ktoś mówi wyraz. Kolejna osoba mówi następny wyraz, na taką literę na jaki kończył się ten pierwszy. No i tak dalej. Wyrazy nie mogą się powtarzać. Jak mama powiedziała – czoło – to ja powiedziałem Olek. Potem, w którejś kolejce ja powiedziałem – krzesło – a Zosia powiedziała - Olek myje zęby. Mama powiedziała, że Olek już był. Zocha na to – no tak, ale Olek myje zęby jeszcze nie było!

Śmieszne nie?!

No to teraz będzie mniej śmiesznie.

Z uwagą w dzienniczku to był tak:
Pod koniec zabawy urodzinowej w Piotrka, w tym całym zamieszaniu, na podłodze zobaczyłem rysunek Vadera. Był już podeptany przez różne buty. Poskładałem go i wcisnąłem do kieszeni. Wziąłem ze sobą do domu. W domu schowałem do kieszeni taty kurtki. Stwierdziłem, że jak ożyje znów, to tata sobie na pewno z nim poradzi. W końcu chodzi na siłownie!

Na szczęście nic się nie stało, przez noc, więc rano wziąłem rysunek do szkoły. Na świetlicy siedliśmy z chłopakami i opowiedziałem im wszystko co i jak z tymi rysunkami.

Wcześniej nie mogłem im powiedzieć bo na przerwach szalejemy, ślizgamy się na korytarzu na kolanach, gonimy albo gramy mecz i to jest bardzo ważne.

Więc na świetlicy dopiero był czas. Jak im pokazałem rysunek Vadera to znów zbledli. Potem  stwierdziliśmy, że w naszych rękach są losy całej szkoły, a nawet Krakowa. Piotrek nawet powiedział, że całej Polski. No bo jak Vader znów ożyje to wszyscy będą mieć problemy. I nie wiadomo, czy policja sobie z nim poradzi.

Nazwaliśmy się więc DRUŻYNĄ NAJDZIELNIEJSZYCH. Długo kłóciliśmy się o nazwę: padały różne propozycje: „Drużyna z II b”, „Najdzielniejsi z żywych”, „Bladzi ale dzielni” oraz, „Najlepsi z dwurękich”. Po kłótniach wybraliśmy „Drużyna najdzielniejszych”. Jako drużyna długo się naradzaliśmy, co trzeba zrobić z rysunkiem.

W końcu postanowiliśmy, że rysunek trzeba zniszczyć. Raz a dobrze!!!

Wszyscy się co do tego zgodziliśmy, bo nikt z nas nie chciał już więcej się bać! Postanowiliśmy, że jutro zrobimy mu (czyli rysunkowi) pogrzeb. A żeby go zniszczyć raz, a dobrze postanowiliśmy go spalić. Plan był taki: ja organizuję zapałki, Michał kamienie, żeby obłożyć miejsce gdzie go palić będziemy, żeby ogień nie uciekł, Tomek i Franek bidony z wodą, żeby w razie czego zalać pożar, a Piotrek bierze miecz żeby w razie czego pokonać Vadera jakby ożył. Bardzo dobrze się przygotowaliśmy do tej akcji. Bardzo odpowiedzialnie. Rodzice byliby z nas dumni, ale oczywiście nie mogli o niczym wiedzieć. Na końcu krzyknęliśmy:
 „Drużyna najdzielniejszych zawsze razem” – bo widzieliśmy w bajkach że tak trzeba.
Ja już widziałem napisy w gazetach i w internecie: „Dzielne chłopaki z II B uratowały, świat przed zagładą”!!!

Potem okazało się, że może i owszem uratowaliśmy świat przed zagładą, ale nie zdążyliśmy uratować samych siebie!

Na koniec jeszcze pokłóciliśmy się o to, kto bierze rysunek do domu, bo nikt nie chciał. W końcu zamknęliśmy go w worku, w drugim worku, wsadziliśmy go do pojemnika na śniadanie Franka i do worka na buty Tomka i do pudełka i do szafki w szkole!

I poszliśmy do domów. Już prawie czuliśmy się jak bohaterzy!

 

 

 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz