Antek
Zaraz opowiem jak to było,
ale najpierw coś śmiesznego.
Graliśmy wczoraj: ja mama i
Zosia w pociąg literkowy. Taką zabawę, że ktoś mówi wyraz. Kolejna osoba mówi
następny wyraz, na taką literę na jaki kończył się ten pierwszy. No i tak
dalej. Wyrazy nie mogą się powtarzać. Jak mama powiedziała – czoło – to ja powiedziałem Olek. Potem, w którejś kolejce ja
powiedziałem – krzesło – a Zosia powiedziała - Olek myje zęby. Mama powiedziała, że Olek już był. Zocha na to – no tak, ale Olek myje zęby jeszcze nie było!
Śmieszne nie?!
No to teraz będzie mniej
śmiesznie.
Z uwagą w dzienniczku to
był tak:
Pod koniec zabawy urodzinowej w
Piotrka, w tym całym zamieszaniu, na podłodze zobaczyłem rysunek Vadera.
Był już podeptany przez różne buty. Poskładałem go i wcisnąłem do kieszeni.
Wziąłem ze sobą do domu. W domu schowałem do kieszeni taty kurtki.
Stwierdziłem, że jak ożyje znów, to tata sobie na pewno z nim poradzi. W końcu
chodzi na siłownie!
Na szczęście nic się nie
stało, przez noc, więc rano wziąłem rysunek do szkoły. Na świetlicy siedliśmy z
chłopakami i opowiedziałem im wszystko co i jak z tymi rysunkami.
Wcześniej nie mogłem im
powiedzieć bo na przerwach szalejemy, ślizgamy się na korytarzu na kolanach,
gonimy albo gramy mecz i to jest bardzo ważne.
Więc na świetlicy dopiero
był czas. Jak im pokazałem rysunek Vadera to znów zbledli. Potem stwierdziliśmy, że w naszych rękach są losy
całej szkoły, a nawet Krakowa. Piotrek nawet powiedział, że całej Polski. No bo
jak Vader znów ożyje to wszyscy będą mieć problemy. I nie wiadomo, czy policja
sobie z nim poradzi.
Nazwaliśmy się więc DRUŻYNĄ NAJDZIELNIEJSZYCH. Długo
kłóciliśmy się o nazwę: padały różne propozycje: „Drużyna z II b”, „Najdzielniejsi
z żywych”, „Bladzi ale dzielni” oraz, „Najlepsi z dwurękich”. Po kłótniach
wybraliśmy „Drużyna najdzielniejszych”.
Jako drużyna długo się naradzaliśmy, co trzeba zrobić z rysunkiem.
W końcu postanowiliśmy, że
rysunek trzeba zniszczyć. Raz a dobrze!!!
Wszyscy się co do tego
zgodziliśmy, bo nikt z nas nie chciał już więcej się bać! Postanowiliśmy, że
jutro zrobimy mu (czyli rysunkowi) pogrzeb. A żeby go zniszczyć raz, a dobrze
postanowiliśmy go spalić. Plan był taki: ja organizuję zapałki, Michał kamienie,
żeby obłożyć miejsce gdzie go palić będziemy, żeby ogień nie uciekł, Tomek i
Franek bidony z wodą, żeby w razie czego zalać pożar, a Piotrek bierze miecz
żeby w razie czego pokonać Vadera jakby ożył. Bardzo dobrze się przygotowaliśmy
do tej akcji. Bardzo odpowiedzialnie. Rodzice byliby z nas dumni, ale
oczywiście nie mogli o niczym wiedzieć. Na końcu krzyknęliśmy:
„Drużyna najdzielniejszych zawsze razem”
– bo widzieliśmy w bajkach że tak trzeba.
Ja już widziałem napisy w gazetach i
w internecie: „Dzielne chłopaki z II B
uratowały, świat przed zagładą”!!!
Potem okazało się, że może
i owszem uratowaliśmy świat przed zagładą, ale nie zdążyliśmy uratować samych
siebie!
Na koniec jeszcze
pokłóciliśmy się o to, kto bierze rysunek do domu, bo nikt nie chciał. W końcu
zamknęliśmy go w worku, w drugim worku, wsadziliśmy go do pojemnika na śniadanie
Franka i do worka na buty Tomka i do pudełka i do szafki w szkole!
I poszliśmy do domów. Już
prawie czuliśmy się jak bohaterzy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz