Czyli o prezentach i przekupstwie
Zosia:
Strasznie nie lubię, kiedy mama mnie czesze, bo czasem
mnie szarpie!
Wtedy krzyczę. Czasami też krzyczę, nawet jak mnie nie szarpnie, tak na wszelki wypadek żeby uważała! Kiedyś rano w środę (wiem, że to była środa bo miałam angielski, a właśnie w środy mam), jak mama rano robiła mi dwa warkocze, Antek zapytał:
Wtedy krzyczę. Czasami też krzyczę, nawet jak mnie nie szarpnie, tak na wszelki wypadek żeby uważała! Kiedyś rano w środę (wiem, że to była środa bo miałam angielski, a właśnie w środy mam), jak mama rano robiła mi dwa warkocze, Antek zapytał:
- Ej Zosia, a coś
dla mnie zrobisz?
- A co? –
zapytałam zdziwiona?
- Narysujesz mi
coś z Gwiezdnych Wojen?
- Z Gwiezdnych Wojen?
– zdziwiła się Zosia – po co?
- W sobotę idę do
Piotrka na urodziny, pamiętasz? On bardzo lubi Star Wars! Chciałem mu do
prezentu dać rysunek!
- No dobra, ale
najpierw pokaż co masz w słodyczach, w zapasach!
- Po co –
zapytał Antek zdziwiony?
- Bo ci narysuję,
jak znajdę coś ciekawego w twoich zapasach i mi to dasz – Szybko tak
sprytnie wymyśliłam. Bo ja, oprócz rysowania, mamy i taty, kocham też SŁODYCZE.
- O matko! –
oburzył się Antoś – aleś ty jest - po
chwili dodał – jak ładnie narysujesz to
dostaniesz!!
- No dobra! –
zgodziłam się
Mama szybko się wtrąciła, że owszem możemy sobie
rysować, ale po przedszkolu!
Bo zaraz, teraz, JUŻ musimy wychodzić bo się wszędzie spóźnimy! Mama mówi tak co rano! Ja jakoś zawsze zdążam do przedszkola! Choć nie wiem, o której godzinie musiałbym być w przedszkolu, żeby nie zdążyć. Antek wie, bo w szkole ma dzwonek, a mama i tata szefa. A ja nie.
Bo zaraz, teraz, JUŻ musimy wychodzić bo się wszędzie spóźnimy! Mama mówi tak co rano! Ja jakoś zawsze zdążam do przedszkola! Choć nie wiem, o której godzinie musiałbym być w przedszkolu, żeby nie zdążyć. Antek wie, bo w szkole ma dzwonek, a mama i tata szefa. A ja nie.
Po przedszkolu, obiedzie w domu, treningu mówienia (bo
chodzę do logopedy), po tym jak pobawiłam się klockami i Antek odrobił lekcje,
od razu wzięłam się do rysowania.
Zupełnie nie wiedziałam kto to Lord Vader – nawet tego
powiedzieć dobrze nie umię – więc najpierw narysowałam Batmana. Bo jego znam od
Antka. Jak go Antek zobaczył to mnie wyśmiał! Usiadł ze mną przy naszym
stoliku, wygrzebał dwie gazetki od siebie z półki z Lordem Vaderem. Przyniósł
mi nawet swoje pastele, a w sumie jedną – czarną i powiedział:
- Teraz rysuj
– ja będę patrzył i Cię poprawiał!
- To jest Lord
Vader? – okropny. Może narysuje Piotrkowi księżniczkę? –
zaproponowałam.
Antek na to walną się ręką w czoło. Jak zawsze gdy jest
czym oburzony!
- Zośka, jak chcesz słodycza to RYSUJ. Tu masz dwa
zdjęcia i rysuj!
- No dobra, dobra.
Zabrałam się więc do pracy. Chociaż ten Lord był
okropny. Cały czarny z tą okropną maską na twarzy i peleryną. Te wszystkie
głupie potwory Antka są do siebie podobne. Nuda. Mają peleryny, maski, są
czarne albo czerwone. Nie wiem co chłopaki w nich widzą. Ten się wyróżniał
mieczem. Bo jak już narysowałam tego jakiegoś Vandera, to Antek mi jeszcze
kazał dorysować miecz.
- Zośka patrz!
– powiedział – taki świetlisty miecz to
ma być!
Bałam się, że Antek mi nie da słodycza, jak nie dorysuję
miecza, to narysowałam.
- No Zocha, jestem z Ciebie dumny!
- A mogę mu dorysować bukiet kwiatów, albo parasolkę? –
będzie wtedy milszy.
- O matko!! - Antek się oburzył i porwał rysunek.
Za Lorda jakiegoś tam, dostałam od Antka lizaka. Chciał
mi dać ptasie mleczko – jedno, ale było stare, a poza tym ja nie lubię ptasiego
mleczka. Potem poszłam lepić z plasteliny Plastusie w zielonych majtkach.
Miałam nadzieje, że tym razem Lord Vander nie ożyje.
Ale stało się inaczej…
![]() |
| Lord Vader |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz