... czyli o tym jak wszystko się zaczęło
Antek:
Mam osiem lat i jestem już bardzo
dorosły. No może nie bardzo, ale na pewno nie jestem już dzieckiem. Na pewno
jeszcze jest nim Zosia – moja młodsza siostra. Rodzice mówią, że czasami Zosia
to w ogóle jest dzidkiem (czyli małym dzidziusiem), jak się jej nie chce samej
ubierać. Zocha ma pięć lat,no pięć i pół. Jesteśmy po prostu rodziną: Ja, Zosia, mama i tata.
Taką chyba normalną, zwykłą rodziną.
Jednak od jakiegoś czasu ja i Zocha mamy dziwne przygody.
Chyba więc, nie jesteśmy tacy całkiem zwykli i normalni.
A wszystko zaczęło się tak:
Było zimowe po południe, ale
nie poszliśmy na spacer, bo tata powiedział że na polu jest „syf”. Oznaczało to
brzydką pogodę oraz to, że trzeba znaleźć coś ciekawego do zabawy, albo do
zmajstrowania w domu.
Sobota to czas porządków.
Głównie dla mamy, która stara się wciąż na nowo wydobywać różne rzeczy, spod
innych rzeczy. Na przykład okazuje się,
że pod stertą kartek, książek, gazetek, talerzy, klocków pilotów do TV….
- JEST STÓŁ. Albo, że szafka w
przedpokoju nie znikła całkiem, tylko bawi się z nami w chowanego. To znaczy my,
Ja i Zosia chowamy ją pod stertą ubrań: czapek, kurtek, szalików, a mama ją
znajduje. No więc, kiedy mama pochłonięta jest tą zabawą w znajdywanie, my
dzieci musimy udawać, że jesteśmy bardzo zajęci żeby czasem mama nie zawołała
nas do pomocy. Żeby więc nie pomagać jej w sprzątaniu, tego dnia wymyśliliśmy
NAMIOT. Powciągaliśmy do pokoju wszystkie krzesła z kuchni i z salonu ( w sumie to nie mamy salonu),
wszystkie poduszki, koce z różnych łóżek i zaczęliśmy budowę namiotu.
- Zośka trzymaj bo zaraz się wszystko zawali! - krzyczałem.
- Przecież trzymam, trzymam , ale jak się nie pośpieszysz to puszczę! -
W odpowiedzi wydobył się stłumiony pod kocami głos Zosi.
W odpowiedzi wydobył się stłumiony pod kocami głos Zosi.
- Antek,
ale żeby był to namiot naprawdę to musimy w tym namiocie mieć śpiwory!
- To idź po śpiwory!
Zosia wylazła więc z czegoś,
co przypominało raczej norkę niż namiot i pobiegła na poszukiwanie śpiworów.
- Zośka
trzymaj! - krzyczałem dalej.
- Ale kazałeś iść po śpiwory! - Odkrzykuje Zosia.
- Ach z tymi babami - wzdycham
i sam próbuję uporać się z namiotem.
Gdy jest już prawie gotowy, Zocha
z dumą na twarzy wciąga do namiotu dwa RĘCZNIKI, oznajmiając że znalazła
śpiwory!
Postanowiłem być dobrym
bratem i udawać, że są fajne. Bo zabawa jest fajna jak bawimy się razem, no
chyba, że się pokłócimy – to wtedy wolę się bawić ze sobą, albo grać na PSP.
Do namiotu powciągaliśmy
też inne rzeczy, niezbędne by było jak w namiocie : latarki, klocki, ubrania na zmianę,
gazetki na wypadek gdyby padało i oczywiście KREDKI. Zosia nigdzie nie rusza
się bez kredek!
No i było całkiem
przyjemnie. Mama chyba jeszcze nie odkryła braku krzeseł, bo nie krzyczała.
Brakowało nam tylko ogniska, bo jak jest namiot to musi być i ognisko. Tak
przynajmniej widziałem w Bieszczadach, bo choć w góry jeździmy to nasi rodzicie
nigdy nas nie zabrali pod namiot. Zosia też się zgodziła, że ognisko musi być.
Zaczęliśmy, w sumie to ja
zacząłem szukać drewienek na to ognisko.
Zosia powiedziała, że na razie nie wychodzi bo „pada”. Powstrzymałem się, żeby nie powiedzieć że jest „głupia, bo jak może padać w pokoju”, tylko dlatego, że sam zbierałem różne zabawki żeby wmówić jej, że to patyki.
Zosia powiedziała, że na razie nie wychodzi bo „pada”. Powstrzymałem się, żeby nie powiedzieć że jest „głupia, bo jak może padać w pokoju”, tylko dlatego, że sam zbierałem różne zabawki żeby wmówić jej, że to patyki.
- Antoś patrz co narysowałam! – zawołała Zośka jak wlazłem do namiotu
z tymi „patykami”, - ładne???
Na kartce było dużo
czerwonych i żółtych kresek, tak nabazgranych, że aż się zdziwiłem bo Zosia na
ogół ładnie rysuje. W sumie to nawet ładniej ode mnie.
– Nie, nie ładne. Co to za bazgroły?
- To ognisko! Zobacz jak się ładnie pali!
Już miałem krzyknąć, że to
tylko jakieś bazgroły i że Pawełek (nasz 2 letni kuzyn) by lepiej narysował –
kiedy nagle zobaczyłem coś dziwnego.
Zośka też to zobaczyła, bo z wrażenia cisnęła kartką w podłogę. Siedzieliśmy oboje w naszym namiocie i jak zaczarowani patrzyliśmy w kartkę – stało się coś naprawdę nie zwykłego. Ognisko na kartce zaczęło się palić. Powoli, coraz jaśniej i cieplej robiło się w namiocie, a wesołe płomyki skakały do góry. Nic się jednak więcej nie zapalało, płonęło tylko ognisko.
Zośka też to zobaczyła, bo z wrażenia cisnęła kartką w podłogę. Siedzieliśmy oboje w naszym namiocie i jak zaczarowani patrzyliśmy w kartkę – stało się coś naprawdę nie zwykłego. Ognisko na kartce zaczęło się palić. Powoli, coraz jaśniej i cieplej robiło się w namiocie, a wesołe płomyki skakały do góry. Nic się jednak więcej nie zapalało, płonęło tylko ognisko.
Kazałem Zosi żeby mnie
uszczypnęła, a ja uszczypnąłem ją (choć się udarła), żeby zobaczyć czy nam się
to nie śni. Nie. Ognisko nie zniknęło. Za to zaalarmowana krzykiem Zosi zjawiła
się mama, która wczołgała się do namiotu.
- Co się stało? Zaraz wracacie z krzesłami do pokoju bo gości mamy - a potem spojrzała na ognisko – o Zosiu jaki ciekawy rysunek! Co to ma być?
- To ognisko , nie widzisz jak ładnie się pali. Uważaj bo się oparzysz!
– Zosia krzyknęła bo mama chciała wziąć rysunek do ręki żeby mu się lepiej
przyjrzeć!
Mama uśmiechnęła się tylko, pogłaskała Zosię po głowie, przypomniała jeszcze raz o gościach i poszła sobie.
Mama uśmiechnęła się tylko, pogłaskała Zosię po głowie, przypomniała jeszcze raz o gościach i poszła sobie.
I wtedy zrozumieliśmy –
mama nie widziała prawdziwego ogniska.
Popatrzyliśmy na siebie z
Zochą. I już wiedzieliśmy – mamy TAJEMNICE nad tajemnicami!!! Dorośli nic nie
widzą, a my tak!
- Ej Antek, a zawołajmy jeszcze tatę! Może on zobaczy! - i oboje
udarliśmy się:
……TATATATA!!!!
Tata wpadł do namiotu, a
raczej wsunął tylko głowę, bo reszta mu się nie zmieściła.
- Co się stało? Co tak krzyczycie?
- A ładny rysunek narysowałam? – spytała uśmiechnięta Zocha.
– No bardzo ładny Zosiu, a co to ma być? Ketchup z majonezem pomieszane?
- Tata! – Zosia się oburzyła to OGNISKO! Widzisz jak się, ładnie
pali?
- No ładnie, ładnie. Tylko koców nie spalcie. – Uśmiechną się mrugną
okiem i wyciągną głowę.
- Widzisz - szepnąłem do Zosi
– On też nie widział.
Patrzyliśmy jeszcze przez
chwilę w to ognisko. Nawet myślałem czy by nie pobiec po kiełbaski i je upiec,
ale wtedy ogniki zaczęły blednąć. Coraz bardziej i bardziej, aż wreszcie
ognisko stało się tylko rysunkiem.
- Chłopaki w szkole nie uwierzą jak im opowiem……. – powiedziałem.
- No….. Iza i Kasia też nie!
-
Ale jak tyś to zrobiła?
- Nie wiem – tak jak zawsze rysowałam. Czyli wzięłam kartkę, potem
kolor czerwony…..
- Wiem jak się rysuje! – powstrzymałem ją - ale jak
tyś to zrobiła, że rysunek ożył?
- Nie wiem – Zocha włożyła palec do buzi jak zawsze kiedy o czym myśli.
I po chwili powiedziała - Nie wiem.
Wkurzyłem się, ale
wiedziałem, że ona naprawdę nie wiedziała.
Wtedy przyszedł mi do głowy
pewien pomysł. Pobiegłem po nową kartkę i kolorowe kredki, dużo kredek. Po czym
wlazłem do namiotu i szepnąłem przejęty:
- Zosia,
teraz rysuj DINOZAURA!
![]() |
| Antek i Zosia w namiocie z krzeseł |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz