poniedziałek, 25 lutego 2013

ROZDZIAŁ I - NAMIOT I OGNISKO...

... czyli o tym jak wszystko się zaczęło


Antek:
Mam osiem lat i jestem już bardzo dorosły. No może nie bardzo, ale na pewno nie jestem już dzieckiem. Na pewno jeszcze jest nim Zosia – moja młodsza siostra. Rodzice mówią, że czasami Zosia to w ogóle jest dzidkiem (czyli małym dzidziusiem), jak się jej nie chce samej ubierać. Zocha ma pięć lat,no pięć i pół.
Jesteśmy po prostu rodziną: Ja, Zosia, mama i tata.
Taką chyba normalną, zwykłą rodziną.

Jednak od jakiegoś czasu ja i Zocha mamy dziwne przygody.
Chyba więc, nie jesteśmy tacy całkiem zwykli i normalni.


A wszystko zaczęło się tak:

Było zimowe po południe, ale nie poszliśmy na spacer, bo tata powiedział że na polu jest „syf”. Oznaczało to brzydką pogodę oraz to, że trzeba znaleźć coś ciekawego do zabawy, albo do zmajstrowania w domu.

Sobota to czas porządków. Głównie dla mamy, która stara się wciąż na nowo wydobywać różne rzeczy, spod innych rzeczy. Na przykład okazuje się,  że pod stertą kartek, książek, gazetek, talerzy, klocków pilotów do TV…. - JEST STÓŁ. Albo,  że szafka w przedpokoju nie znikła całkiem, tylko bawi się z nami w chowanego. To znaczy my, Ja i Zosia chowamy ją pod stertą ubrań: czapek, kurtek, szalików, a mama ją znajduje. No więc, kiedy mama pochłonięta jest tą zabawą w znajdywanie, my dzieci musimy udawać, że jesteśmy bardzo zajęci żeby czasem mama nie zawołała nas do pomocy. Żeby więc nie pomagać jej w sprzątaniu, tego dnia wymyśliliśmy NAMIOT. Powciągaliśmy do pokoju wszystkie krzesła z kuchni i  z salonu ( w sumie to nie mamy salonu), wszystkie poduszki, koce z różnych łóżek i zaczęliśmy budowę namiotu.

- Zośka trzymaj bo zaraz się wszystko zawali! - krzyczałem.

- Przecież trzymam, trzymam , ale jak się nie pośpieszysz to puszczę!  -
W odpowiedzi wydobył się stłumiony pod kocami głos Zosi.

 - Antek, ale żeby był to namiot naprawdę to musimy w tym namiocie mieć śpiwory!

- To idź po śpiwory!

Zosia wylazła więc z czegoś, co przypominało raczej norkę niż namiot i pobiegła na poszukiwanie śpiworów.

 - Zośka trzymaj! - krzyczałem dalej.

- Ale kazałeś iść po śpiwory! - Odkrzykuje Zosia.

- Ach z tymi babami  - wzdycham i sam próbuję uporać się z namiotem.

Gdy jest już prawie gotowy, Zocha z dumą na twarzy wciąga do namiotu dwa RĘCZNIKI, oznajmiając że znalazła śpiwory!

Postanowiłem być dobrym bratem i udawać, że są fajne. Bo zabawa jest fajna jak bawimy się razem, no chyba, że się pokłócimy – to wtedy wolę się bawić ze sobą, albo grać na PSP.

Do namiotu powciągaliśmy też inne rzeczy, niezbędne by było jak w namiocie : latarki, klocki, ubrania na zmianę, gazetki na wypadek gdyby padało i oczywiście KREDKI. Zosia nigdzie nie rusza się bez kredek!

No i było całkiem przyjemnie. Mama chyba jeszcze nie odkryła braku krzeseł, bo nie krzyczała. Brakowało nam tylko ogniska, bo jak jest namiot to musi być i ognisko. Tak przynajmniej widziałem w Bieszczadach, bo choć w góry jeździmy to nasi rodzicie nigdy nas nie zabrali pod namiot. Zosia też się zgodziła, że ognisko musi być.

Zaczęliśmy, w sumie to ja zacząłem szukać  drewienek na to ognisko.
Zosia powiedziała, że na razie nie wychodzi bo „pada”. Powstrzymałem się, żeby nie powiedzieć że jest „głupia, bo jak może padać w pokoju”, tylko dlatego, że sam zbierałem różne zabawki żeby wmówić jej, że to patyki.

- Antoś patrz co narysowałam! – zawołała Zośka jak wlazłem do namiotu z tymi „patykami”, - ładne???

Na kartce było dużo czerwonych i żółtych kresek, tak nabazgranych, że aż się zdziwiłem bo Zosia na ogół ładnie rysuje. W sumie to nawet ładniej ode mnie.

Nie, nie ładne. Co to za bazgroły?

- To ognisko! Zobacz jak się ładnie pali!

Już miałem krzyknąć, że to tylko jakieś bazgroły i że Pawełek (nasz 2 letni kuzyn) by lepiej narysował – kiedy nagle zobaczyłem coś dziwnego.

Zośka też to zobaczyła, bo z wrażenia cisnęła kartką w podłogę. Siedzieliśmy oboje w naszym namiocie i jak zaczarowani patrzyliśmy w kartkę – stało się coś naprawdę nie zwykłego. Ognisko na kartce zaczęło się palić. Powoli, coraz jaśniej i cieplej robiło się w namiocie, a wesołe płomyki skakały do góry. Nic się jednak więcej nie zapalało, płonęło tylko ognisko.

Kazałem Zosi żeby mnie uszczypnęła, a ja uszczypnąłem ją (choć się udarła), żeby zobaczyć czy nam się to nie śni. Nie. Ognisko nie zniknęło. Za to zaalarmowana krzykiem Zosi zjawiła się mama, która wczołgała się do namiotu.

- Co się stało? Zaraz wracacie z krzesłami do pokoju bo gości mamy  - a potem spojrzała na ognisko – o Zosiu jaki ciekawy rysunek! Co to ma być?

- To ognisko , nie widzisz jak ładnie się pali. Uważaj bo się oparzysz! – Zosia krzyknęła bo mama chciała wziąć rysunek do ręki żeby mu się lepiej przyjrzeć!
Mama uśmiechnęła się tylko, pogłaskała Zosię po głowie, przypomniała jeszcze raz o gościach i poszła sobie.

I wtedy zrozumieliśmy – mama nie widziała prawdziwego ogniska.

Popatrzyliśmy na siebie z Zochą. I już wiedzieliśmy – mamy TAJEMNICE nad tajemnicami!!! Dorośli nic nie widzą, a my tak!

- Ej Antek, a zawołajmy jeszcze tatę! Może on zobaczy! - i oboje udarliśmy się:

……TATATATA!!!!

Tata wpadł do namiotu, a raczej wsunął tylko głowę, bo reszta mu się nie zmieściła.

- Co się stało? Co tak krzyczycie?

- A ładny rysunek narysowałam? – spytała uśmiechnięta Zocha.

No bardzo ładny Zosiu, a co to ma być? Ketchup z majonezem pomieszane?

- Tata! – Zosia się oburzyła to OGNISKO! Widzisz jak się, ładnie pali?

- No ładnie, ładnie. Tylko koców nie spalcie. – Uśmiechną się mrugną okiem i wyciągną głowę.

- Widzisz -  szepnąłem do Zosi – On też nie widział.

Patrzyliśmy jeszcze przez chwilę w to ognisko. Nawet myślałem czy by nie pobiec po kiełbaski i je upiec, ale wtedy ogniki zaczęły blednąć. Coraz bardziej i bardziej, aż wreszcie ognisko stało się tylko rysunkiem.

- Chłopaki w szkole nie uwierzą jak im opowiem……. – powiedziałem.

- No….. Iza i Kasia też nie!

- Ale jak tyś to zrobiła?

- Nie wiem – tak jak zawsze rysowałam. Czyli wzięłam kartkę, potem kolor czerwony…..

- Wiem jak się rysuje! – powstrzymałem ją -  ale jak tyś to zrobiła, że rysunek ożył?

- Nie wiem – Zocha włożyła palec do buzi jak zawsze kiedy o czym myśli. I po chwili powiedziała - Nie wiem.

Wkurzyłem się, ale wiedziałem, że ona naprawdę nie wiedziała.

Wtedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Pobiegłem po nową kartkę i kolorowe kredki, dużo kredek. Po czym wlazłem do namiotu i szepnąłem przejęty:

-  Zosia, teraz rysuj DINOZAURA!  


Antek i Zosia w namiocie z krzeseł




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz