wtorek, 26 lutego 2013

ROZDZIAŁ III - NOCNA POBUDKA

.... czyli o tym jak wydaje nam się, że śpimy


ANTEK:
Nie lubię jak coś mnie w nocy budzi, bo w nocy lubię spać. Jak już się zbudzę to szukam Zioka, a potem śpię dalej.
Nie to co Zosia – bo ona jak się w nocy zbudzi to od razu pędzi do łóżka rodziców, a najpierw się drze: Maaamaaaa!

Acha Ziok, to moja przytulanka. Mam ją odkąd pamiętam. Nie usypiam bez Zioka. To mój najlepszy przyjaciel. Raz tylko musiałem go schować, jak chłopaki na urodziny do mnie mieli przyjść. Jak by go zobaczyli to by się śmiali.
Ale wracamy do opowiadania:
Tej nocy jednak obudziło mnie coś dziwnego, takie jakby światło.
Poszukałem Zioka i chciałem spać dalej, ale mi się nie udało.
Wyraźnie słyszałem, że na dole koło łóżka Zosi (bo my mamy piętrowe łóżka )coś szeleści.
Myślałem, że to Zosia podjada jakieś słodycze po kryjomu, bo kiedyś tak już zrobiła. Spuściłem głowę na dół żeby ją nakryć i wtedy go zobaczyłem…………….
Nie uwierzycie.
To świecił ten Zosi konik z obrazka!!!
Tylko już nie był z obrazka. Stał koło Zosi łóżka i pyskiem grzebał coś w pudełku z jej skarbami. Serce zaczęło mi walić, jak wtedy w szkole, jak Pani od angielskiego uderzyła dziennikiem w ławkę żeby był spokój.
Konik był takim kucykiem, ale w naszym małym pokoju wydawał się wielki. Zlazłem z łóżka. Wtedy on obrócił się do mnie i mnie polizał po ręce i po nodze. Przestałem się bać i go pogłaskałem. Ależ był milutki w dotyku. Szybko popatrzyłem na łóżko rodziców, ale cicho pochrapywali, nic chyba nie słyszeli.
Potem szarpnąłem Zosię za rękaw i szybko zakryłem jej buzie ręką żeby nie krzyknęła.
I tak krzyknęła, a do tego jeszcze mnie ugryzła. Wtedy ja też krzyknąłem.
Znów zerknąłem na rodziców – uff spali dalej. Zocha usiadła na łóżku i otwarła szeroko oczy. Jak zobaczyła konika, to znów chciała krzyknąć i znów musiałem jej buzię zasłonić. Na szczęście już mnie nie ugryzła.
- Cicho bądź. – szepnąłem – Patrz! To twój konik ten z rysunku! Ożył!!! Rysunek znów ożył!!
Konik postanowił też wkroczyć do akcji. Przytulił pysk do Zosinej ręki. Wtedy ona też go pogłaskała.
- Jaki on śliczny! Ale go pięknie narysowałam!  Zobacz Antek i ma ten znaczek na czole tę gwiazdkę co mi się węglem trochę rozmazała. – Mój konik!
Zaczęła piszczeć i go tulić, tak jak dziewczyny to robią. Musiałem jednak przyznać, że konik był naprawdę super i do tego tak pięknie świecił.
- Będzie się nazywał SPIRYT – Zocha szybko zadecydowała. Spiryt to pies z Bieszczad. Ale co tam my nie mamy psa, to niech konik będzie Spirytem.
Spiryt ciągnął nas razem za rękawy i wskazywał łbem na siedzenie.
No więc wsiedliśmy na niego. Zmieściliśmy się razem! Zocha pierwsza, ja za nią. Wtedy Spiryt – nie wiem jak on to zrobił -  rozwinął szeroko małe skrzydła i wylecieliśmy przez otwarte okno w ciemną noc.
Wiem, że mi pewnie nie wierzycie. Też bym nie wierzył. Mati z Robertem też mi pewnie nie uwierzą. Chyba nawet im nie powiem bo by się śmiali.

- Zośka uszczypnij mnie! Może nam to się śni??

- Dobra, ale ty mnie już nie szczyp! Jak to sen, to ja nie chcę się jeszcze obudzić.

Antek Zosia i Spiryt






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz