wtorek, 26 lutego 2013

ROZDZIAŁ VII - URODZINY PIOTRKA


 Czyli o tym jak to jest, kiedy wydaje ci się, że umierasz ze strachu.


Antek:

Nie mogłem się doczekać imprezy. We wtorek stało się coś strasznego. Dostałem katar i strasznie kaszlałem. Bałem się okropnie, że mi nie przejdzie i nie pójdę na imprezę. Łykałem więc dzielnie wszystkie okropne syropy, jadłem kanapki z masłem czosnkowym (je akurat uwielbiam) i dmuchałem z nosa co chwila. W piątek czułem się dużo lepiej, jeszcze trochę kaszlałem, ale starałem się kaszleć już tylko w poduszkę, żeby mama i tata nie słyszeli, bo by mi wtedy nie pozwolili iść. Z resztą gdybym wiedział co się będzie działo na tej imprezie….. ale po kolej.

Urodziny odbywały się w galerii handlowej, w takim specjalnym miejscu gdzie się robi, właśnie urodziny. Ja swoje urodziny zrobiłem w domu. Mama namawiała mnie żeby zrobić gdzie indziej, bo bała się chyba, że nasz mały dom rozniesiemy. Nie roznieśliśmy i też było fajnie.

Do Piotrka wybrał się ze mną tata. Tego dnia on sam miał urodziny i sobie zrobił taki prezent, że się wkręcił ze mną na imprezę. Sprytny ten mój tata.

Jak przyszliśmy, to był już Tomek i Michał i szaleli. Była tam duża sala, a nawet dwie. Dałem Piotrkowi prezent: klocki Star Wars i rysunek. Nawet mu się podobało. Potem poszedłem szaleć z chłopakami. Goniliśmy strasznie, jak zawsze. Biliśmy, strzelaliśmy i takie tam. Potem nas rodzice wołali na tort i szampana. Dobre były. Jeden z kolegów Piotrka (nie znam go) jak pił szampana to się śmiał i ten szampan mu nosem wyleciał. Wtedy wszyscy się śmialiśmy i mnie też nosem wyleciał. No super było! Potem dorośli poszli gdzieś „na kawkę”, a my oglądaliśmy prezenty. Wśród nich był też rysunek Zosi. Spodobał się Tomkowi:

- O fajny! – powiedział – niezły miecz!

- No – zgodził się Piotrek - zawsze o takim marzyłem, ale nie mam. A chciałbym mieć – dodał po chwili.

No i wtedy to się stało. Wszystko się działo tak szybko, że nie wiem czy dobrze zapamiętałem.
Oto nagle stanął przed nami Lord Vader ŻYWY! OGROMNY! STRASZNY!

Wszyscy równiutko krzyknęliśmy: AAAAAAAAAAAA!!!!!! I uciekliśmy z małej sali do dużej. Okrążyliśmy ją szybko dalej krzycząc: AAAAAAAAAAA!!!! Rodzice, którzy byli tam zaczęli się śmiać i usłyszałem jak jeden pan powiedział:

- Ale się fajnie chłopaki bawią!

Ale my się nie bawiliśmy! Walczyliśmy o życie! Uciekaliśmy! To uciekanie nam nie szło, bo w sumie tylko kręciliśmy się wokół sali. Zrobiliśmy trzy okrążenia, przerażeni i bladzi. Piotrek, który prowadził naszą ucieczką, chyba się pomylił i zamiast całkiem wybiec z sali urodzin na galerię, z powrotem nas pokierował do małej sali. Potem się tłumaczył, że wszystkie drzwi wyglądały mu tak samo, a w ogóle to biegł z zamkniętymi oczami, bo się bał otworzyć.

Jak wpadliśmy do tej sali to ON był tam dalej. WIELKI, CZARNY, STRASZNY. Grzesiek, który biegł za Piotrkiem zemdlał. Powpadaliśmy więc na niego i leżeliśmy na sobie jak głupki. A On patrzył. Potem machnął mieczem i podszedł do Piotrka. Myślałem, że umrę ze strachu. Zaraz potem pomyślałem, że pewnie Piotrek pierwszy umrze. Piotrek był strasznie dzielny bo nie umarł tylko wstał.

Wtedy Lord Vader podszedł do niego i wyciągnął coś zza czarnego płaszcza. Wszyscy, którzy nie zemdleliśmy, pomyśleliśmy, że to koniec. Ale Lord Vader wyciągnął tylko mały świetlisty miecz i dał go Bartkowi. Na mieczu była kokardka. Lord Wader zaśmiał się okropnie i powiedział

- Happy Birthday Piotrek – ……..po czym zniknął.

Wtedy Piotrek zemdlał, Michał krzyknął, ja się przewróciłem na Tomka, który uciekając, wpadł w tort, a reszta stała dalej nie ruchoma ze strachu. Teraz żałuję, że ktoś nam zdjęcia nie zrobił. Na to wszystko do sali wpadli rodzice. Wtedy się zaczęły krzyki mam, wołanie o wodę dla tych co byli bladzi i w ogóle jakaś panika. Tatusiowie mądrzyli się, że to od szampana na pewno albo, że coś w torcie było co nam zaszkodziło.
To były straszne urodziny. Straszne, ale też strasznie fajne.
Dobrze, że chłopaki byli tam ze mną – teraz mi uwierzą!!!  










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz