Czyli
o moich próbach malarskich
Antek:
Rodzice nie mogli zrozumieć,
o co chodzi z moim brzuchem. Niby nie wymiotowałem, ale było mi strasznie nie
dobrze i przez dwa dni kręciło mi się w głowie. Mama myślała, że to od pizzy, którą jedliśmy dzień wcześniej, a tata
przekonywał, że to od testu semestralnego z angielskiego, który miałem mieć tego dnia w
szkole.
Ja siedziałem cicho, bo co miałem powiedzieć??:
„Mamo, tato nie martwcie się, to od konia.
Lataliśmy z Zosią na nim w nocy”??. Ja siedziałem cicho, bo co miałem powiedzieć??:
Wtedy zamiast dziadka,
który zgodził się ze mną zostać przyszedłby pewnie lekarz od ludzi
nienormalnych.
Najważniejsze, że zostałem
w domu. Naprawdę czułem się po tych nocnych lotach nie dobrze. Za każdym razem,
jak szedłem do siebie do łóżka
i przypadkiem zerkałem na rysunek Spiryta, łapałem się znów za brzuch. Muszę powiedzieć rodzicom, że już wiem kim nie będę jak dorosnę. Nie będę lotnikiem, ani pilotem ani spadochroniarzem!!
i przypadkiem zerkałem na rysunek Spiryta, łapałem się znów za brzuch. Muszę powiedzieć rodzicom, że już wiem kim nie będę jak dorosnę. Nie będę lotnikiem, ani pilotem ani spadochroniarzem!!
Jak siedziałem w domu to z
nudów kombinowałem z rysunkami. No bo jak Zośce się udało to czemu nie miałoby
udać się i mi?
Wziąłem te same kartki i
kredki i nawet wygrzebałem z plecaka kawałek węgla, którym rysowałem w szkole.
Mama nie ucieszy się, bo ten węgiel nim go wyciągnąłem z plecaka, przytulił się
do piórnika i książek i do plecaka. Widok był gorszy niż z tą kanapką, której
nie zjadłem w szkole i przed wyjazdem w Bieszczady zapomniałem wyjąć z
pojemnika. Jak po powrocie z ferii, mama mi chciała dać śniadanie do szkoły i
otworzyła pojemnik to aż krzyknęła. Nawet nie wiedziałem, że tak pięknie umie hodować
PLEŚŃ. Kanapki prawie nie było! Tylko sama pleśń!
No więc jak siedziałem w
domu to zacząłem rysować. Normalnie nie przepadam za rysowaniem. Warto jednak
było spróbować. Narysowałem Spidermana i przekalkowałem Lorda Wadera. Trochę
bałem się rysować Czterorękiego, ale zaryzykowałem. W końcu jak by ożył, to był
ze mną dziadek. Na pewno by mi pomógł.
Okazało się jednak, że nie
musiał mi pomagać. Poradziłem sobie sam, bo nic nie ożyło. Walnąłem kartkami w
kąt i poszedłem ograć dziadka w szachy.
Po dwóch dniach wróciłem do
szkoły. Tak strasznie chciałem opowiedzieć chłopakom o SPIRYCIE. Wiedziałem
jednak, że mi nie uwierzą. Ech szkoda.
Okazało się jednak nie
długo, że mi uwierzyli! Nim jednak opowiedziałem im o rysunkach, stało się coś
co sprawiło, że włosy na głowie stanęły mi dęba ze strachu!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz