wtorek, 26 lutego 2013

ROZDZIAŁ V - SIEDZĘ W DOMU

Czyli o moich próbach malarskich



Antek:


Rodzice nie mogli zrozumieć, o co chodzi z moim brzuchem. Niby nie wymiotowałem, ale było mi strasznie nie dobrze i przez dwa dni kręciło mi się w głowie. Mama myślała, że to od pizzy, którą jedliśmy dzień wcześniej, a tata przekonywał, że to od testu semestralnego z angielskiego, który miałem mieć tego dnia w szkole.
Ja siedziałem cicho, bo co miałem powiedzieć??:
Mamo, tato nie martwcie się, to od konia. Lataliśmy z Zosią na nim w nocy”??.

Wtedy zamiast dziadka, który zgodził się ze mną zostać przyszedłby pewnie lekarz od ludzi nienormalnych.

Najważniejsze, że zostałem w domu. Naprawdę czułem się po tych nocnych lotach nie dobrze. Za każdym razem, jak szedłem do siebie do łóżka
i przypadkiem zerkałem na rysunek Spiryta, łapałem się znów za brzuch. Muszę powiedzieć rodzicom, że już wiem kim nie będę jak dorosnę. Nie będę lotnikiem, ani pilotem ani spadochroniarzem!!
Jak siedziałem w domu to z nudów kombinowałem z rysunkami. No bo jak Zośce się udało to czemu nie miałoby udać się i mi?
Wziąłem te same kartki i kredki i nawet wygrzebałem z plecaka kawałek węgla, którym rysowałem w szkole. Mama nie ucieszy się, bo ten węgiel nim go wyciągnąłem z plecaka, przytulił się do piórnika i książek i do plecaka. Widok był gorszy niż z tą kanapką, której nie zjadłem w szkole i przed wyjazdem w Bieszczady zapomniałem wyjąć z pojemnika. Jak po powrocie z ferii, mama mi chciała dać śniadanie do szkoły i otworzyła pojemnik to aż krzyknęła. Nawet nie wiedziałem, że tak pięknie umie hodować PLEŚŃ. Kanapki prawie nie było! Tylko sama pleśń!
No więc jak siedziałem w domu to zacząłem rysować. Normalnie nie przepadam za rysowaniem. Warto jednak było spróbować. Narysowałem Spidermana i przekalkowałem Lorda Wadera. Trochę bałem się rysować Czterorękiego, ale zaryzykowałem. W końcu jak by ożył, to był ze mną dziadek. Na pewno by mi pomógł.
Okazało się jednak, że nie musiał mi pomagać. Poradziłem sobie sam, bo nic nie ożyło. Walnąłem kartkami w kąt i poszedłem ograć dziadka w szachy.
Po dwóch dniach wróciłem do szkoły. Tak strasznie chciałem opowiedzieć chłopakom o SPIRYCIE. Wiedziałem jednak, że mi nie uwierzą. Ech szkoda.
Okazało się jednak nie długo, że mi uwierzyli! Nim jednak opowiedziałem im o rysunkach, stało się coś co sprawiło, że włosy na głowie stanęły mi dęba ze strachu!







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz