wtorek, 26 lutego 2013

ROZDZIAŁ IV - DALEKI LOT

...czyli o księżycu i bólu brzucha


ZOSIA:

Ależ się bałam! Choć tylko na początku. Dobrze, że Antek był ze mną. Kazałam mu żeby mnie dobrze trzymał! Przypomniało mi się też, że Antek ma lęk wysokości więc krzyknęłam:

- Nie patrz w dół! – ale to mądrze wymyśliłam.

Ja oczywiście patrzyłam. Było pięknie. Konik leciał wysoko, w dole były śpiące domy, tyko gdzie niegdzie paliło się światło. Spiryt doleciał do wieży kościoła, tego co chodzimy do niego w niedziele. Przelecieliśmy tuż obok  najwyższej wieży i zakręciliśmy. Próbowałam konikiem trochę sterować ciągnąc go za uszy, ale raczej mi się nie udawało. Spiryt leciał gdzie chciał.

- Lepiej niż na karuzeli! – Antek krzyczał za mną.

Też tak pomyślałam. Potem polecieliśmy nad kładką tą, nową na Wiśle, a potem dolecieliśmy aż do wielkiego zamku. Antek krzyczał za mną, że to Wawel. Nagle wyrosła przed nami wielka świecąca kula! Myślałam, że dolecieliśmy aż na księżyc i ze strachu zamknęłam oczy. Bałam się że się rozbijemy, ale Spiryt sprytnie ominął kulę.

- Antek to był księżyc! – krzyknęłam do tyłu.

- Sama jesteś księżyc! To był balon ten nad Wisłą, ktoś wzbił się nim w górę – mądrzył się Antek.

Ja wolę myśleć, że to był księżyc. Potem polecieliśmy z powrotem, chociaż krzyczałam do Spiryta, że ja chcę na księżyc. Antek chyba nie chciał bo coś blady był.

- Chyba mi nie dobrze! – krzyknął do mnie

Ja jednak nie dosłyszałam co krzyczał i odkrzyknęłam:

- Mnie też jest dobrze!! Jest super!

Tuż przed samym naszym oknem, Spiryt mocno zahamował. My powpadaliśmy przez okno każdy prosto na swoje łóżko.

- Łał!! – krzyczałam - Ale było super!! Lecimy dalej, dalej!!

Wtedy zapaliło się w pokoju światło i przejęta mama przybiegła do mojego łóżka.

- Co tak krzyczysz Zosiu? Antosia zaraz obudzisz. Choć do naszego łóżka, to był tylko jakiś sen.

Popatrzyłam na Spiryta – on mrugnął do mnie okiem i odleciał.

Ale mi się smutno zrobiło. Poczłapałam za mamą do łóżka i się popłakałam, że chcę do konika. W końcu mi się katar zrobił i nie mogłam spać. Mama głaskała mnie po głowie i mówiła, że już dobrze, dobrze, że to tylko sen! Ale ja płakałam właśnie dlatego że to nie był sen!

Potem zadzwonił budzik.

Tata powiedział, że wstajemy, po tym jak mama powiedziała mu żeby wstawał. Antek nie chciał wstać i mówił, że go brzuch boli. Ja wstałam i pobiegłam do mojego konika. Rysunek wisiał sobie spokojnie na ścianie.

Był na nim konik. Mój Spiryt. Ale coś się nie zgadzało, nie miał gwiazdki na czole! Poczułam wtedy, że coś mnie kłuje w pupę. To gwiazdka Spiryta, ta z jego czoła!! Leżała sobie tak po prostu na moim łóżku!

Po przedszkolu do gwiazdki dorobiłam sobie sznurek. Zawiesiłam ją na szyi. Wszystkie dziewczyny mi zazdrościły. Antek też – choć się do tego nie przyznał.

Przez dwa dni w ogóle mało mówił. Został w domu bo okazało się że naprawdę mu było nie dobrze. Wieczorem mi powiedział:

- Przemyślałam to. Więcej nie latam! Narysuj auto, albo rolki, albo sanki to pojedziemy gdzieś! Latał więcej nie będę!!!

Ja też już więcej nie poleciałam, bo Spiryt więcej nie przyleciał. Na razie. 



Zosia i Antek na Spirycie





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz