niedziela, 10 marca 2013

ROZDZIAŁ XI – W PRZEDSZKOLU JEST SUPER

Zosia

Czasem to lubię być chora. Jak jestem chora to mam ciągle wolne i to jest super. Chciałabym żeby całe życie było wolne. Mogę wtedy spać ile chcę. Nie muszę się spieszyć z ubieraniem i jedzeniem. Czasem jak zostaje ze mną tata, to nawet o czesaniu zapomni. Mama nie zapomina, niestety.
Teraz jestem zdrowa i chodzę do przedszkola. Rano przed wyjściem, mam pewne zasady których się trzymam. Oto one:
- nie wyjdę z domu bez śniadania (jem chrupki z mlekiem),
- śniadanie jem w swoim tempie (czyli powoli),
- jak jem, mama nie może mnie czesać bo to mi strasznie przeszkadza (w ogóle czesanie mi przeszkadza),
- nie spieszę się z ubieraniem, czekam aż ktoś mi pomoże, jak nikt nie pomaga ubieram się sama, ale w swoim tempie.
- ubieram się tylko w to co mi się podoba – jak mama przygotuje mi bluzkę, która mi się nie podoba to nudzę, aż mama mi daje inną. 
- zasada najważniejsza – nie przejmować się jak się rodzice denerwują na mnie – tylko robić wszystko w swoim tempie, mnie się nigdzie nie spieszy.
W przedszkolu opowiedziałam dziewczynom o przygodach Antka z Vaderem
i szkołą. Trochę nie chciały wierzyć, ale słuchały. One lubią Antka. Bo on jest już dorosły. Antek chyba już skończył mieć kare, bo już normalnie oglądamy razem Pingwiny z Madagaskaru wieczorem i się razem śmiejemy. Na mnie też nie jest już obrażony, ale zakazu z łóżka nie ściągnął.
W przedszkolu dziś było super. Zaraz jak przyszłam zaczęłyśmy się bawić z Izą
i Kasią w dom. Iza i Kasia to moje najlepsze koleżanki. Ja byłam mamą, Iza tatą, a Kasia naszym synkiem. Potem przyszedł Karol i też się chciał z nami bawić. Został więc naszym rodzinnym pieskiem. Urządziliśmy super pokój
z materacy, ja gotowałam,  Iza sprzątała, a Kasia bałaganiła (bo była naszym małym synkiem). Wszystko było super, dopóki Karol nie przesadził z byciem pieskiem i nie ugryzł naszego synka (czyli Kasi). Wtedy Kasia zaczęła płakać. Przybiegła pani i zaczęła ją pocieszać. Karol siadł na karnym krzesełku, a my musiałyśmy posprzątać, bo zbliżało się drugie śniadanie.
Na drugie śniadanie był budyń czekoladowy. Uwielbiam budyń. Przy jedzeniu było śmiesznie, bo jak Maciek jadł to kichnął i Ewa, która siedziała naprzeciwko niego była cała w kichniętym budyniu! Ewa się nie śmiała. Potem pani powiedziała, że my też nie powinniśmy, bo Ewie było przykro. Na pewno Pani miała racje.
Potem rysowaliśmy prace plastyczne na temat: „witamy wiosnę”. Narysowałam dużo kolorowych kwiatków i bramę w parku. Tak sobie wyobraziłam, że przez tą bramę wchodzi Pani wiosna, sypie kwiatkami i one rosną. Jak rysowaliśmy to Pani podchodziła do każdego i patrzyła jak trzyma kredkę. Mówiła tak:
„Dwa paluszki kredkę trzymają, one same wystarczają. Trzeci, kredkę tylko podtrzymuje, wtedy ona ładnie rysuje”.
Pani też jest fajna.
Karol narysował wielki tort na całą kartkę, brązowy z czterema świeczkami na górze
(nie był za ładny). Pani zapytała:
- A co tort ma wspólnego z wiosną?
Karol na to odpowiedział:
- No bo ja mam na wiosnę urodziny!
- O to wspaniale, a w jakim dokładnie miesiącu?
- W grudniu! – odpowiedział zadowolony Karol.
Pani się uśmiechnęła i wytłumaczyła Karolowi, że grudzień jest w zimie, nie na wiosnę. Pani przypomniała, że są cztery pory roku, po zimie jest właśnie wiosna, potem lato i jesień.
- Zima się właśnie kończy Karolku. Musisz na tort poczekać prawie cały rok.
- To straszne…. - zmartwił się Karol!
- Pomyśl, z czym innym kojarzy ci się wiosna – poprosiła pani.
Karol myślał przez chwilę, a potem wykrzyknął zadowolony:
- Już wiem! Z choinką! Narysuję choinkę z bombkami!!
Pani westchnęła i raz jeszcze zaczęła tłumaczyć, że choinka jest w zimie. Nie przekonała jednak Karola. Narysował choinkę, a pod nią tort.
Potem chyba przez Karola wszyscy trenowaliśmy pory roku.
Ja wiem, że teraz jest już prawie wiosna. Wiem bo śnieg znikł, a mama kupiła mi wiosenne buty i bardzo po woli robi się cieplej i coś zaczyna wychodzić
z ziemi. Ale na razie jeszcze nie jest kolorowo, a na moim rysunku było bardzo! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz